Spedycja lotnicza – żyła złota, z której Polska na razie nie korzysta

Transport lotniczy towarów jest bez wątpienia najszybszą i najbardziej efektywną formą spedycji międzynarodowej. Świat idzie, a właściwie leci w jego kierunku, bo samoloty pozwalają przetransportować właściwie cokolwiek z jednego kontynentu na drugi w ciągu zaledwie kilkunastu godzin (włącznie z załadunkiem i rozładunkiem). Polska jednak jest nadal białą plamą na mapie spedycji lotniczej. Dlaczego?

U nas słabo, na świecie rewelacyjnie

Szacunkowo polskie porty lotnicze rocznie pośredniczą w transporcie towarów o masie 130 tysięcy ton. To kiepski, można napisać – śladowy wynik. Dla porównania: przez port w Hong Kongu każdego roku przechodzą ponad 4 miliony ton towarów, a przez Szanghaj około 3 miliony. To pokazuje, jak duża jest przepaść dzieląca polską logistykę lotniczą od tej światowej.

Sytuacja jest o tyle dziwna, że w naszym kraju działa kilka sporych portów lotniczych, w tym ten warszawski, który spokojnie mógłby stanowić hub przesiadkowy i przeładunkowy dla wschodniej części naszego kontynentu. Ten proces jednak idzie jak po grudzie.

Problemy z efektywnym wykorzystaniem terminali cargo mają także porty w Gdańsku, Katowicach czy Bydgoszczy. Skupiają się więc na obsłudze pasażerów nieco bagatelizując fakt, że transport towarów to w branży lotniczej prawdziwa żyła złota.

Polskie lotniska mają problem z zachodnią konkurencją

Głównym powodem, dla którego spedycja lotnicza w naszym kraju nie może się odpowiednio rozwinąć, jest sąsiedztwo Niemiec. Tamtejszy rynek ma gigantyczne doświadczenie w podniebnym transporcie towarów, w dodatku niemieckie lotniska stanowią bardzo ważne huby przeładunkowe m.in. dla dostawców z Bliskiego Wschodu.

Ciekawe:

Sam Frankfurt rocznie obsługuje towary o łącznej masie ponad 2 milionów ton z ponad 260 kierunków.

Ewidentnym problemem polskiego rynku spedycji lotniczej jest bardzo mała liczba połączeń. Ograniczamy się w zasadzie tylko do Europy, a liczba tras transkontynentalnych jest symboliczna. Nie ma się jednak czemu dziwić – rozwijanie takich połączeń w obliczu sąsiedztwa bardzo zasobnego rynku niemieckiego byłoby nieuzasadnione ekonomicznie.

Kolejny problem polskiej spedycji lotniczej to niewielkie zainteresowanie naszymi towarami o dużej wartości. Polska w głównej mierze importuje technologie, a nie je wytwarza, dlatego zapotrzebowanie na transport z naszego kraju jest niskie. Trzeba bowiem zdać sobie sprawę, że spedycja lotnicza jest opłacalna wyłącznie wtedy, gdy przewozi się cenne, rzadkie towary, charakterystyczne dla rynku, z którego są przewożone.

W przypadku Polski eksport jest oczywiście istotną gałęzią gospodarki, ale dotyczy to przede wszystkim przedmiotów, które mogą być przetransportowane w tańszy sposób – koleją lub samochodami.

To wszystko wpływa na fakt, że spedycja lotnicza w naszym kraju nie może się mocniej rozwinąć. Nie oznacza to jednak, że nic w tym kierunku nie robimy. Nasze porty lotnicze inwestują spore środki w dostosowanie swoich terminali cargo do wymagań międzynarodowego transportu lotniczego. Uruchamiane są także coraz atrakcyjniejsze połączenia. To powinno przełożyć się na wzrost sumy towarów przewożonych z Polski drogą lotniczą.

 

Zgłoś swój pomysł na artykuł

Więcej w tym dziale Zobacz wszystkie

Ważne: Użytkowanie Witryny oznacza zgodę na wykorzystywanie plików cookie. Szczegółowe informacje w Polityce prywatności.